Bike Jamboree

Nocleg, który nazwaliśmy: MILCZENIE OWIEC

🇵🇱 Nocleg, który nazwaliśmy: MILCZENIE OWIEC, choć tak naprawdę bardziej pasuje tutaj MILCZENIE BARANA.
Ale o co chodzi?
A więc jechaliśmy jak co dzień przez step. Żadnego pasiołka, ludzi, magazinu… tylko step, step, step! Zbliżał się wieczór i powoli zaczynaliśmy szukać miejsca do noclegu. Przydałaby się jakaś wioseczka, najmniejsza, nawet jeden domek – myślimy. No i jest! Chata pośrodku stepu, a wokół wielkie NIC. Zjeżdżamy i pytamy o możliwość noclegu. Gospodarz uśmiechnął się tylko i w jednej chwili mieliśmy już załatwione miejsce do spania.
Rozbiliśmy namioty i poszliśmy w stronę domu, aby zjeść kolację i napić się czaju. I wtedy naszym ukazała się BANIA. Chłopakom szczęki opadły ze szczęścia – kolacja a potem sauna i kąpiel. Jest pięknie! 😍
Żeby tego było mało, gospodarz podszedł do nas i dumnie ogłosił, że ubije dla nas barana (co poprzedził pochwaleniem się pokaźnym stadem 500 baranów). Nasze głowy na raz przekręciły się w jego stronę i ze zdumieniem zapytaliśmy SZTO? 😆 Powiedzieliśmy, że nie trzeba (szczególnie dziewczyny miały dziwne uczucie przyczynienia się do ukrócenia życia zwierzęcia), jednak duma gospodarza nie pozwoliła mu zrezygnować z planu. Z pola przyszli pracownicy, zjechali się również bracia gospodarza i wspólnie przygotowywali nam pyszny posiłek – kurdak. Kartoszki, baranina, świeże marchewki z pola i osobno podana, pokrojona na duże kawałki cebula. Tego wieczora dużo rozmawialiśmy o Kazachstanie, poruszając nawet tematy związane z polityką i ekonomią. Ten dzień był naprawdę udany, a rano ciężko było wyjechać, szczególnie za sprawą szczeniaka, który przez kilka godzin stał się naszym dobrym kumplem!

🇺🇸 Overnight, we called it: the silence of the sheep, although the silence of the ram is more fitting here.
But what’s the matter?
So we drove like every day through the steppe. No village, people, magazin … only steppe, steppe, steppe! The evening was approaching and we were slowly starting to look for a place to stay. One could use a little village, the smallest, even one cottage – we think. And it is! The hut in the middle of the steppe, and around the great nothing. We go down and ask about the possibility of accommodation. The host smiled. We stayed with the host.
We pitched our tents and went to the house to have dinner and have a drink. And then our pumpkins came out. This evening was dinner and then sauna and bath. Is beautifully.
In order to do this, the host approached us and proudly announced that he would ram us (they had 500 sheep). Our heads at once turned to him in astonishment asked what? We said we did not need (especially the girls had a strange feeling of contributing to the end of the life of the animal), but the pride of the host did not let him give up the plan. From the field came the staff, the host brothers came down and together they prepared us a delicious meal – kurdak. Pork, mutton, fresh carrots from the field and chopped separately on large pieces of onion. That evening we talked a lot about Kazakhstan, even touching on political and economic issues.

Dodaj komentarz

Jedź z nami. Przeżyj przygodę życia!
Nie odkładaj tej szansy na „może kiedyś„.