Bike Jamboree

Avenue of the Giants

Droga 101 wyprowadziła nas nieźle w las 🌳🌳🌳. Odbiliśmy nieco od oceanu i znów wjechaliśmy między najwyższe drzewa świata przemierzając „Avenue of the Giants”. Tego nie da się opisać, szczęka opada do samego łańcucha! 😲🌴🌴🌴🌴
Pogoda przejęła ostatnio dowodzenie nad nasza trasą. Walka o suche spanie jeszcze nigdy nie była tak zacięta. A na serio, to wcale nie ma żadnej walki, przychodzi nam to całkiem łatwo. To urok osobisty ekipy. Albo litość… Rozbiliśmy się ostatnio na altanie u strażaków. 👨‍🚒 Emilka rozpaliła ognisko z mokrego drewna jedna zapałką (#ZHP 💪), więc panowie z kanistrem z benzyną do wzniecania kontrolowanych pożarów wcale nie byli niezbędni 😉 Ziemniaki pycha, skarpetki wysuszone, wkładki do butów stopione znaczy się – ognisko udane! 🔥
By uniknąć jazdy w deszczu jesteśmy w stanie zrobić 300% normy i pedałować nawet w wolną sobotę. 🚴‍♂🚴‍♀🚴‍♀🚴‍♀🚴‍♂ W niedzielę sztorm przyszedł, zgodnie z zapowiedzią, ale my oglądamy go zza okien ponad stuletniej willi. 🏰
Przed nami ostatnia prosta do San Francisco. Dalsza trasa ulega ciągłym modyfikacjom. Będzie jazz 😉

Kącik Rodzica:
Karolinę bolą kciuki od zmieniania przerzutek. Daniela złapało lumbago, ale to niestety nadal nie z powodu wiatru w plecy. Łukasz dostał katarku i obtarł go zegarek. Olgę i Emilkę nic nie boli, ale chyba się zakochały, bo wspominają czasem o jakimś Achillesie. To wszystko przeminie, sława pozostanie! 🤡

Dodaj komentarz