Bike Jamboree

Serwisowanie w trasie, czyli co nawywijał #etap34

#etap34 już za nami, więc można już się ‚mądrować’ i wypowiadać się, jako eksperci. 😉

Decydując się na wypad na dwa tygodnie na rowerach, których się nie zna, w trasę, której się nie zna i w dodatku z ludźmi, których się nie zna… prawdopodobnie trzeba mieć we krwi trochę szaleństwa. Ale, jako że w każdym szaleństwie jest metoda, my swoje metody też znaleźliśmy i chętnie się nimi dzielimy. 🙂

Aby zaplanować ciekawą trasę z pkt A do B, warto uwzględnić:
– indywidualne możliwości grupy (tu lider etapu chyba podświadomie dokonał selekcji, bo nie zostało to sprawdzone przed wyprawą ‚na żywo’, nigdy wcześniej nie jeździliśmy razem, połowa z nas nie jeździła wcześniej z sakwami, a co dopiero po górach 😂),
– to, co oferuje nam rejon, przez który jedziemy,
– szczyptę wyzwania 😎
Jednak by przedsięwzięcie miało szansę na sukces, trzeba też pomyśleć wcześniej o ewentualnych ‚awariach’ i być przygotowanym na nie. W naszym przypadku, lider etapu był w stałym kontakcie z poprzednikami z etapu 33, dzięki czemu wiedzieliśmy jak się rowery KROSS Trans 10.0 sprawują, czego im potrzeba oraz jaki zestaw serwisowy warto ze sobą mieć. Oczywiście, zakładając że będziemy jeździć dużo, także bezdrożami, do listy ‚must have’ trzeba było dodać… serwisantów 😉.

Większość z nas umie zmienić dętkę, ale bardziej skomplikowane czynności w zespole etapu 34. też zdarzyło nam się robić. Kasia i Jarek, a później sama Kasia, doskonale dbali o nasze rumaki, podnosząc przy okazji i nasze kompetencje w tym zakresie (asystowanie to przecież też nauka). W ramach podsumowania 2 tygodni, podczas których mieliśmy do czynienia z całym wachlarzem aury oraz pełną gamą podłoża, na którym mieliśmy bezpiecznie śmigać, trzeba przyznać, że zarówno my, jak i rowery KROSS (a myślimy tu także o oponach, systemie nośnym sakw, układzie hamulcowym) zdaliśmy egzamin na 5+. Obawy związane z jazdą na sprzęcie, którego nie znamy, szybko minęły – KROSSy są lekkie i łatwe do szybkich napraw. Z kronikarskiego obowiązku musimy jednak dodać, że nie zdarzyła nam się żadna poważniejsza awaria, zatem nie potrzebowaliśmy np. centrować koła.

Ale żeby nie mówić tylko ogólnikami, przedstawiamy garść faktów:

Liczba km w etapie: blisko 1000

Warunki przyrodnicze: od morza po góry, od -6 po 2540 mnpm

Podłoże: kamienie, żwir, błoto, asfalt (także mokry), mokra trawa, piach, skały, wąskie ścieżki w górach i dwupasmówki w tunelach, ścieżki rowerowe, gdzieniegdzie wysypane (celowo?) szkłem oraz na poboczach krzaki pełne cierni.

Warunki atmosferyczne (w kolejności chronologicznej): słońce, śnieg, grad, mgła, deszcz, silny wiatr – powyżej 20km/h, mżawka.

Liczba złapanych gum, a tym samym* naklejonych łatek: 13 (przypadek..?)
*wymiana dętki to była ostateczność, naklejenie łatki zajmuje niewiele więcej czasu, a jest bardziej ekologiczne i ekonomiczne.

Liczba odbytych małych serwisów (czyszczenie napędu, smarowanie, regulacja): trzy
– wstępny, na starcie, po przejęciu rowerów od etapu 33
– śródetapowy, w połowie trasy,
– końcowy – podczas przekazania rowerów następnemu zespołowi.

Na deser – ściągawka dla wytrwałych czyli informacja, co mieliśmy w sakwie serwisowej (i jak to możliwe że tak mało):
– spinki do łańcucha szt. 5 (założyliśmy zaraz na początku, żeby łatwiej było czyścić napęd)
– skuwacz, multitool, małe kombinerki kupione z 2 euro w chińskim markecie
– łatki (ok. 20 szt.) i kleje
– odtłuszczacz w płynie szt. 2, w sprayu szt. 1 (zużyte na 5 rowerów podczas 3 serwisów napędu)
– alkohol (ale się nie sprawdził przy czyszczeniu napędu, raczej przy mocno pobrudzonych dłoni oczyszczaniu serwisantów 😉 )
– smar ‚na każdą pogodę’
– łyżki 2 komplety (choć opony dość ładnie schodziły z obręczy i bez nich)
– pompka 2 szt.
– rękawiczki foliowe/gumowe (żeby się nie brudzić, ale jakoś nam nie szło ich używanie, bo lepiej czuć co się robi bez nich 😉)
– trytytki (znane również jako opaski zaciskowe) i srebrna ‚taśma McGyvera’ (to się przydaje zawsze, od mocowania dzwonka po szybką naprawę sakw),
– latarka czołówka szt. 2 (bo flaka można złapać także po zmierzchu 😉)
– spinka wsuwka do włosów szt. 2 – doskonale sprawdzała się w oczyszczaniu opony z drobnych szkiełek czy cierni oraz przy montowaniu kabli od dynama, po wypinaniu* koła,
*ważna wskazówka dla łatających dętkę w przednim kole roweru z dynamem w piaście: ZANIM zdejmiesz koło, WYPNIJ kabelki
– sznurówka – szt. 1 – użyta podczas serwisu śródetapowego, do rozpięcia spinek w łańcuchach
– kamizelka odblaskowa – szt. 5, bo serwisowanie jak i jazda odbywała się czasem na drogach publicznych, więc dbaliśmy o swoje bezpieczeństwo.

JAK TO PRZEWIEŹĆ, czyli wysyłki i trochę sztafetowego ‚backstage’u’:

Rowery KROSS są idealnym składakami. Na początku i na końcu naszego etapu byliśmy zmuszeni (było więcej rowerów niż chętnych ludzi w etapie) wysłać 3 rowery samolotem do Polski. Model Trans 10.0 łatwo się rozkłada do kompaktowych i składa ponownie bez problemu i bez potrzeby wizyty w serwisie. Pakowanie w stretch i dużą torbę na gruz to nasz tip sprawdzony trzykrotnie 👍 ❤️. Dość wygodnie można taką paczkę nosić między autobusem a samolotem, nie trzeba do tego czterech silnych chłopów, nawet dwie dziewczyny sobie poradzą. A dwa rowery spakowane kompaktowo można wysłać jedną przesyłką.

Brzmi to wszystko gładko i łatwo choć były różne trudne momenty, na przykład kiedy łapanie flaka szło jedno za drugim, albo w nocy. Ale szczerze mówiąc, tak z ręką na sercu. Wszystkie obawy przed naszą bikejamborową przygodą dziś wydają się zabawne. Sprzęt – klasa, ludzie – sztos, trasa i wspomnienia – wciąż napawają nas dumą ❤️
Wygląda na to, że to była pierwsza, ale nie ostatnia przygoda wesołej ekipy 34. etapu!

Tekst: Magdalena Suchan
Korekta techniczna: Katarzyna Wilk
Zdjęcia: materiały etapu 34.

O autorze

Magda Suchan

Magda to uosobienie ADHD. Harcersko ma ogromnie dużo pracy (Rada Chorągwi, Komisja Rewizyjna, ESHD), ale jej ulubionym wyzwaniem – jako szefowej i inicjatorki łódzkiej „FIT-uchwałki” jest program #harcujzdrowo. EKO i FIT wyznawca praktykujący. Uwielbia gotować i jeść zdrowo. Absolutnie kocha podróże! Poza tym tańczy i uczy tańca, żegluje po morzu, nurkuje na wrakach, wspina się, wchodzi na góry wysokie i bardzo wysokie, trenuje (m.in. kalistenikę) i trenuje innych, stara się czasem jogować i rollować, czasem pobiegnie jakiś runnmagedon. W wolnych chwilach – działacz i inicjator pozaharcerskich inicjatyw dla dzieci oraz osób z chorobami nowotworowymi.
Oprócz tego Magda ma pracę zawodową… jako koordynator projektów międzynarodowych i cyfryzacyjnych, szkoli również z obsługi komputerów seniorów i ogarnia promocję/media.

A gdzie rower? Od 7 lat jeździ rowerem cały rok, codziennie, w każdych warunkach, ale… nie w górach, więc BJ będzie wyzwaniem.

Dodaj komentarz