Bike Jamboree

Pięć smaków termosu

Termos na picie to właściwie standard – każdy jakiś tam ma, choć nie każdy się przyzna, że ten „jakiś tam termos” właściwie nie trzyma ani ciepła, ani cieszy w środku… Primusami na szczęście można rzucać i wozić zakrętką w dół – nic się z nich nie wylewa i ciepło trzymają doskonale.

Termos – najlepszy przyjaciel podróżnika. Zimą daje nam możliwość ciepłego posiłku, latem może utrzymać chłodny napój, który okaże się ambrozją podczas wycieczki w upale. Producenci termosów szczycą się tym, że ich produkty nie przechodzą zapachami pożywienia czy napojów. W Bike Jamboree zauważyliśmy jednak, że nasze termosy Primus miały kilka smaków.

1. Termos o smaku lasu

Niepodważalna klasyka czyli „herbatka w termosie”. W zależności jednak, gdzie ta herbatka była potrzebna, smaki herbatki były różne. Nasza herbatka ałtajska z założenia miała mieć smak „świąteczny”. Wzięłam na nasz grudniowy wyjazd dwie mieszanki herbat liściastych z aromatami piernika i korzeni. Nie pomyślałam, że parzenie herbaty w temperaturach syberyjskich będzie polegało na dosypywaniu „co popadnie” i zalewaniu tego wrzątkiem. W efekcie po kilku nocach pod namiotami, kiedy docieraliśmy do cywilizacji i zabierałam się za mycie termosów, wylewałam z nich nie tylko fusy z herbaty, resztki z imbiru, ale także fragmenty owsianki, czasem trochę makaronu, kamienie, liście (z rozpuszczanego na wodę śniegu). Ot herbatka ałtajska 🙂

Leśna herbatka to także sposób na przetrwanie i nawodnienie przez etapy „żarkowe”, czyli te, które jechały w dzikich upałach (Kaukaz, Azerbejdżan). W temperaturach skrajnie upalnych nawodnienie było kwestią kluczową, a sama woda, zwłaszcza przegotowana nie dostarcza zbyt wiele mikroelementów przy tak ogromnym wysiłku, jakim jest pedałowanie w upale na rowerze z kilkudziesięciukilogramowym obciążeniem. Jaki więc był sposób naszych żarkowych bohaterów? napary ze wszelkiego zielska to zawsze dobry sposób, ale jeśli nie mamy pod ręką suszonych kwiatów lipy albo świeżej mięty, warto zalać gorącą wodą gałązki świerkowe lub kilka owoców – woda nabiera lekkiego aromatu i zyskuje wartości odżywcze.

Taki leśny naparek trzymany w termosie może być świetnym izotonikiem (bo jak wiadomo – ochładza gorące picie!), a i wieczorem przyda się do uzupełnienia płynów.

Primus Equipment rozgrzewa nas po drodze, etap 8.

2. Termos o smaku Azji (czy coś)

Termos na picie to właściwie standard – każdy jakiś tam ma, choć nie każdy się przyzna, że ten „jakiś tam termos” właściwie nie trzyma ani ciepła, ani cieszy w środku… Primusami na szczęście można rzucać i wozić zakrętką w dół – nic się z nich nie wylewa i ciepło trzymają doskonale. Skąd to wiem? Myślę, że herbata wlana w -40 do termosu, która wieczorem po całym dniu jazdy w przednich sakwach wciąż jest ciepła, a nad ranem po nocy w namiocie (-50) jeszcze jest letnia, świadczy sama za siebie. Ale! Nie samą herbatką – nawet z kamieniami 😉 – żyje człowiek.

W ciągu dnia ekipa rowerzystów krzyczy „jeść!”. Wtedy w ruch wchodzi primusowy sprzęt obiadowy, czyli termos na jedzenie. Z wygodną rączką i dodatkowym zabezpieczeniem od spodu. Z nakrętką, do której przerzucić można porcyjkę jedzenia, a całość zakręcić, żeby ciepło nie uciekało.

Co trafia do takiego jedzeniowego termosu? Zazwyczaj bliżej nieopisane breje. My mieliśmy szansę przewozić w termosie makaron ze słonina i skwarkami (jestem wegetarianką, miałam obawy co do późniejszego używania termosu, ale na szczęście – żadne zapachy nie zostały w środku :)), gotowane po nocach makarony z bliżej nieokreślonymi gotowymi sosami ze sklepów i oczywiście „lanczyk”. To określenie towarzyszyło nam przez cały miesiąc i nasza liderka-kucharka Ula doprowadziła lanczyk do perfekcji.

Żeby przygotować lanczyk do termosu jedzeniowego Primus i przyprawić go nutą azjatyckiej magii należy:
– zalać wodą trzy zupki chińskie kuksu
– wsypać wszystkie przyprawy
– dosypać 2-3 gorące kubki
– dolać jeszcze trochę wody, żeby całość nie była zbyt sztywna.

Taki „azjatycki lanczyk” lądował w naszym termosie i żywił nas w połowie dnia, jeśli nie mieliśmy siły na gotowanie.

Jedzenie ze wspólnego termosu, etap 8.

3. Termos o smaku polskim

Termos jedzeniowy może naprawdę przyjąć wszystko. No – może prawie wszystko. Mimo całej miłości do jedzeniowych Primusów, wyciągnięcie smażonych pierogów było nieco rozczarowujące. Pierogi były ciepłe ale jednak jest to potrawa, którą warto jeść prosto z patelni (swoją drogą – w naszym zestawie campingowym mamy też patelnię i wierzcie nam – smażyliśmy na niej rosyjskie pierożki!). Ale! Już kasza gryczana lub ryż z sosem i kotletami czy innymi kulkami-mięsno-podobnymi to co innego. W ten sposób można sobie zrobić pyszny termosik polski na drogę. Duuuużo kaszy, duuuuużo sosu i klopsiki wsadzane na przemian na zasadzie warstwowej. Taki obiad przytrafił się podczas zimowej wyprawy rowerowej Megi. A skoro można kaszę z klopsami, to i pomidorówka, rosołek, nie mówiąc o bigosie świetnie będą się nadawały do termosu! Warto mieć do jedzenia drewniane łyżki (takie też mieliśmy w primusowym zestawie), żeby nie drapać metalem po wnętrzu termosu. A drapać będziecie, bo pachnący obiad z termosu to jest prawdziwa uczta 🙂

Primus gotowy na obiad!, fot. Jarosław Popławski, etap 22.

4. Termos pełen witamin.

No dobrze. Ponapychaliśmy już termosy różnymi głupotami i węglowodanami. Może czas na trochę wartości odżywczych? To będzie raczej punkt-marzenie niż punk realny, bo nie wiem, czy komukolwiek w Bike Jamboree (lub komukolwiek w ogóle) udało się kiedyś załadować termos żywieniowy warzywami. Ale – jest to jakiś pomysł, z którego warto skorzystać. A można w obu przypadkach pogodowych – chłodu i upału. W pierwszym, warto przygotować gotowane warzywa lub warzywa z patelni i mieć pod ręką zdrowy pożywny dodatek do posiłku. Jadąc przez Ałtaj nie skorzystaliśmy z tej opcji z dwóch powodów – mieliśmy tylko jeden termos, który napychaliśmy pożywieniem wysokokalorycznym i sycącym (trzeba przyznać – warzywa takie nie są) oraz… właściwie rzadko kiedy widzieliśmy coś, co było warzywami. Nawet mrożonki (o ironio!) były rzadkością. Jednak jest to pomysł, który odnotowuję, bo myślę, że porcja witamin i kilka łyżek warzyw to coś, czego każdemu sportowcowi trzeba nawet codziennie. A w końcu gotowana marchew, kalafior, brokuły, warzywa strączkowe świetnie trzymają się w zamkniętych pojemnikach, więc przewożenie takiej ciepłej bomby witaminowej nie jest głupim pomysłem.

Z pomysłu możemy też skorzystać latem – pewnie mało kto wozi w sakwach czy nosi w plecaku pudełka na sałatki i surówki, zresztą świeże warzywa i owoce mogą się zepsuć. Ale – opcja sałatki wkrojonej bezpośrednio do termosu jest już pomysłem rozsądnym. Termos zatrzyma temperaturę i ochroni przed zepsuciem. Pyszna sałatka warzywna lub owocowa przygotowana z rana, zjedzona gdzieś w przerwie w upalnym dniu – to musi być coś!

Co jedliśmy zdrowszego zamiast warzyw? Do termosu trafiały liofilizaty. Liofilizowane jedzenie może w dzisiejszych czasach zawierać wszystko – warzywa, ryby, liofilizowane mogą być nawet owoce. Nie bez powodu więc, studiując trasę i wiedząc, że w najbliższych dniach trudno będzie o zagotowanie wody czy przystanek na przygotowanie posiłku, pomagaliśmy sobie liofilizatami. Do ich przygotowania nie trzeba dużo wody, a pożywna wysokokaloryczna porcja mogła przetrwać w termosie nawet 2-3 dni. Świadomość, że mamy w sakwie posiłek, który pomoże nam przetrwać najtrudniejsze dni, niebywale wręcz odciąża.

Do przygotowania liofilizowanego posiłku używaliśmy sprzętu od Primusa, fot. Kasia Kosińska-Poulet, etap 19.

5. Termos pełen marzeń

Na koniec małe marzenie, które chciałabym kiedyś umieścić w termosie. A na pewno chciały to zrobić dziewczyny z etapu 4. Po wielu dniach żmudnych podjazdów w upale, przez pustynie i wzdłuż gazociągów, Ania Łapińska z koleżankami marzyły tylko o jednym… o mrożonej kawie… Takiej z kostkami lotu, bitą śmietaną, orzeźwiajacej schłodzonej i pobudzającej. Czasami doskonałe rozwiązania przychodzą do nas po czasie. Idzie lato (głęboko w to wierzę). Trzeba więc spróbować tej „schłodzonej” wersji termosu i przygotować w nim pyszną mrożona kawę, z odrobiną lodów śmietankowych, kostkami lodu… Taka kawa z termosu na rozgrzanej słońcem łące, albo w trakcie rowerowej wycieczki – to musi być mały kawałek nieba!

Primus na wakacjach – a gdyby tak w termosie znalazła się z sałatka owocowa lub kawa mrożona? fot. Daniel Matysiak, etap 22.

A jak smakują wasze termosy? Może macie jakieś ciekawe przepisy lub najdziwniejsze wspomnienia związane z magią z termosu? Podzielcie się nimi w komentarzach!

Czekamy na Wasze komentarze (podpiszcie się imieniem i nazwiskiem i zostawcie swój adres mailowy) do czwartku 14. lutego. Niedługo potem na profilu facebookowym Bike Jamboree przedstawimy nasze najciekawsze komentarze. Autorzy tych historii otrzymają od nas i firmy Primus upominki-niespodzianki!

 

Tekst i zdjęcia należą do Bike Jamboree. Kopiowanie bez wiedzy i zgody administratora – zabronione.

O autorze

Iśka Marchwica
+ posts

Dziennikarz, pracownik ogólno-kulturowy współprowadziła portal podróżniczo-kulturowy Etnosystem.pl, miłośniczka gór, a po wyprawie na Ałtaj – także wszelakich wyzwań. Uczestniczka etapu 8 Bike Jamboree.

Iśka Marchwica

2 komentarze

  • Od początku śledzę bohaterki i bohaterów Bike Jamboree 🙂 Ta odrobiną zazdrości, którą odczuwam, czytając Wasze relacje, inspiruje mnie do snucia planów 🙂 które czasami udaje się realizować.
    Ale miało być na temat termosu… Poza wykorzystywaniem go do oczywistego przewożenia napojów, spróbowałam kiedyś przygotować w nim obiad. Wrzuciłam do termosu surowy ciemny makaron, trochę pokrojonych suszonych pomidorów z zalewy, zioła, odrobinę startego żółtego sera, ciut oliwy. Zalałam wrzątkiem, zamknęłam, a po 4 godzinach na trasie zjadłam ciepły obiad! Makaron był miękki w sam raz, smak całości dość, dość. Na pewno jeszcze niejednokrotnie ten sposób wykorzystam, kombinując oczywiście ze składnikami 🙂
    Pewnie to nic odkrywczego, ale patent godny polecenia 🙂
    Powodzenia na szlakach! 🚲😎🍀

Jedź z nami. Przeżyj przygodę życia!
Nie odkładaj tej szansy na „może kiedyś„.