Bike Jamboree

Jedź rowerem i nie zamarznij – praktyczny poradnik Krzysztofa Suchowierskiego

Zacisnąć zęby, truchtać, iść, jechać – byle przed siebie. Jak jedzie się rowerem przy -50°C? Opowiada Krzysztof Suchowierski, który z Bike Jamboree wrocił do Jakucji wiosną zeszłego roku. Jakże inna to była Jakucja w stosunku do tej, którą kilka lat temu, skutą lodem i zasypaną śniegiem, przejechał rowerem z dwójką towarzyszy…

1 lutego 2014 r. pod patronatem Tomskiego historyczno-edukacyjnego, charytatywnego oraz broniącego praw człowieka stowarzyszania „Memorial” i Muzeum Wojska Polskiego i Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, na terytorium Jakucji wystartował międzynarodowy projekt „Drogami Pamięci”. Dwoje Rosjan – Joann Czeczniew i Igor Kowalczuk – oraz obywatel Polski Krzysztof Suchowierski przejechali na rowerach 3700 km z południa na północ Republikę CAXA Jakucja w temperaturach które nie rzadko spadały poniżej -50°C. Celem Projektu było utrwalanie pamięci ofiar represji 30-50 lat XX wieku.

Temperaturę -50°C mieliśmy kilkakrotnie. Wychodząc z ciepłego z pomieszczenia są trudności z oddychaniem i nie dalibyśmy rady jechać bez masek neoprenowych. Z biegiem czasu można się jednak do takiej temperatury przyzwyczaić. Hamulce rowerowe już na wstępie nie działają i praktycznie całą podróż hamowałem przy pomocy buta. Przerzutki przeskakują z wielkim trudem, trzeba użyć dużej siły w kciuku aby poruszyć mechanizm, który zmieni bieg. Z obawy, że jakiś plastikowy element manetki może pęknąć zostawiałem przerzutkę w optymalnym położeniu.

Jedyną niezasłoniętą częścią ciała były oczy i już po kilku minutach jazdy można było poczuć jak przymarzają do siebie powieki, znacznie ograniczając widoczność. Człowiek widzi jak przez sitko, trzeba co jakiś czas się zatrzymać i dużym palcem rękawiczki zbijać miniaturowe sople. Zamarza również zawartość nosa. Kurki membranowe są tak sztywne, że ma się wrażenie jakby pękały.

fot. materiały oficjalne Krzysztofa Suchowierskiego

Nie wsiadaliśmy od razu na rowery, najpierw je przez około kilometr pchaliśmy, chcąc powoli „rozgrzać” pojazd i przygotować się do jazdy. Jeżeli któryś z nas odczuwał, że palce u nóg zamarzały, podbiegał wraz z rowerem kilkadziesiąt metrów, a jeżeli i to nie skutkowało, to stosowaliśmy patent polarników, skacząc kilkanaście razy na jednej, a potem na drugiej nodze, żeby napompować krew do koniuszków palców, najbardziej podatnych na odmrożenia. Jeżeli mieliśmy problemy z palcami u rąk to wtedy strzepywaliśmy je energicznie w dół.

Zmiana koła to prawdziwy koszmar, ręce odmarzają błyskawicznie. Najpierw rozpalaliśmy ogniska, żeby się ogrzać, ale potem wpadliśmy na pomysł, żeby zatrzymywać ciężarówki i tam w ciepłej kabinie zdejmować opony.

Miałem tak naprawdę dwie opcje – albo wielkie zimno, albo wielkie zmęczenie. Aby pokonać dzienną trasę w temperaturach -40°C i niższych trzeba praktycznie ciągle być w ruchu, na mocno obciążonym rowerze, który nie pracuje tak gładko jak w normalnych temperaturach, o trudnym terenie nie wspominając. Oznacza to większy wysiłek przez kilka, a czasami i kilkanaście godzin. Możesz z tym rowerem „spacerować”, nie pokonując większego dystansu i nie męcząc się tak straszliwie, ale prędzej czy później chwyci cię mróz. Trzeba zatem dobrać odpowiednią taktykę i odzież, wentylować się gdy jest za gorąco i ubierać, gdy robi się za zimno. Wszystko jest kwestią dobrego przygotowania – jestem pewien, ze większość z czytelników dałaby radę po odpowiednim przygotowaniu! Ludzki organizm jest niesamowity i zdoła znieść naprawdę dużo. Chociaż w czasie podróży warto mieć dostęp do stomatologa, bo niekiedy zęby trzeba mocno zacisnąć.

fot. materiały oficjalne Krzysztofa Suchowierskiego

Przygotowanie, o którym mówię, to przede wszystkim odpowiednia odzież. Mieliśmy także tłuszcz z niedźwiedzia, który skutecznie chronił naszą twarz przed odmrożeniami. Na nos dla ochrony naklejałem taśmy kinezjotejpy (do fizjoterapii), a następnie nakładałem maskę na twarz. Nie wolno też zapominać o ochraniaczach na kolana. Mieliśmy również maść na odmrożenia (argosulfant). Gdy robi się naprawdę zimno, musisz działać, zejść z roweru, skakać, biegać, itd. Oczywiście niezbędny jest zapas jedzenia, termosy z ciepłą herbatą, coś słodkiego (chałwa), jedliśmy też sporo majonezu i słoniny, która daje bardzo silny zastrzyk energii. Rosjanie przed wyprawą mało jedli, aby skurczyć swoje żołądki. Wiedzieli że z jedzeniem przy takich mrozach będzie problem. Ja tego nie zrobiłem i odczuwałem często  głód, a nie mogliśmy przecież robić częstych przerw na jedzenie. Alkohol wbrew pozorom nie pomaga i należy go unikać, warto mieć za to dobre nastawienie, które rozgrzewa bardziej niż najgorętsza herbata.

fot. materiały oficjalne Krzysztofa Suchowierskiego

Podczas podróży w tak ekstremalnie zimnym warunkach całe nasze ciało musi być szczelnie zakryte pod kilkoma warstwami odpowiednio dobranych ubrań. Podczas wyprawy przez Jakucję zaopatrzyłem się w następujące rzeczy:

Korpus: Pierwsza koszulka z wełny Merino firmy Kwark (mała gramatura wełny) następnie na to koszulka Icebrekera 260 plus na to koszulka syntetyczna z długim golfem firmy Stoor, a na to Polar North Face i kurtka membranowa.

Na twarz tłuszcz niedźwiedzia, kominiarka potem maska neoprenowa, czapki (jedna cienka a na to potem druga grubszą wełniana. I w zależności od pogody zakładałem kaptur.

fot. materiały oficjalne Krzysztofa Suchowierskiego

Nogi: getry Iceberga, a na to spodnie polartecu – typ Kolari, następnie spodnie membranowe Gore-tex. Miałem jeszcze drugie zapasowe spodnie Marmota Pro Tour ale lepsze było te pierwsze rozwiązanie. Chłopaki mieli na sobie grube spodnie narciarskie Salomona (podróbki) – ten patent się nie sprawdził, gdyż wilgoć zbierała się w nich , po czym zamarzała i spodnie stawały się ciężkie i nie spełniały swojej roli, a co gorsza jeszcze oziębiały.

Buty: firma Kamik typ Everest, które charakteryzowała bardzo dobra oddychalność. Rosjanie mieli buty firmy Bafina, która jest też dobrą kanadyjską firmą, ale wybrali zły model. Od zewnątrz były wykonane z gumy przez co nie mogły oddychać . Po całym dniu jazdy wkładka jak i stopa były mokre. Ja natomiast miałem suchą stopę po całym dniu jazdy. Mój model buta był dość cieżki – drugi raz zainwestowałbym w lekkie i tak samo dobrze chroniące przed mrozem buty norweskiej firmy Alpha.

Na nogę zakładałem skarpetki. Pierwsza cienka (jakakolwiek), potem skarpetki Smartwoola (najcieplejsze), a na to kolejne cienkie skarpetki, które ściskały i zapobiegały zsuwaniu buta z grubej skarpety.

W bucie trzymałem też maść na odmrożenie (Argosulfant), żeby była gotowa do szybkiego użycia w razie odmrożeń. Trzymanie maści w kieszeni mijało się z celem – po paru chwilach zamarzała. Niestety w bucie, który jest w ruchu często dochodziło do tego, że tubka pękała i maść rozmazywała się w bucie. Kompromisem było trzymanie maści w kieszeni, a w razie potrzeby – zagrzewanie jej w rękawiczce.

Rękawice: zawsze trzeba zabierać 2 pary łapawic. Ja wybrałem Robertsa puchowe i BlackDiamonda – Absolute Mitt (primloft) na membranie gore-tex. Najpierw zakładałem cienkie polarowe lub wełniane. Przydały by się jeszcze cienkie rękawiczki windstopreowe, ale ich nie miałem W czasie rozbijania obozu zakładałem rękawice robocze (kilka par rękawic na sobie) aby nie niszczyć tych najcieplejszych. Puchowe zakładałem w krytycznych momentach, kiedy czułem, że robi się bardzo zimno w palce. Puchowe rękawice szybko gromadzą ciepło, ale są bardzo wrażliwe na wilgoć, dlatego starałem się nie używać ich za często. Na dłuższą metę używałem łapawic BD, pomimo że nagrzewały się powoli. Ich zaletą było za to utrzymanie ciepła nawet przy wilgotnych od potu dłoniach.

fot. materiały oficjalne Krzysztofa Suchowierskiego

Rower: podczas wyprawy przez Jakucję sprawdziła się stara Merida Sub 20V. Przy przygotowaniu sprzętu na tak ekstremalne warunki, trzeba pamiętać o wstawieniu nowej kasety i zainstalowaniu nowego łańcucha. Mieliśmy spray do części ruchomych stosowanych w samochodach specjalne na zimę.

Bardzo przydatna rzeczą do roweru były kluczyki do wentylków, dobra pompka do roweru najlepiej starego typu, oburęczna bez plastikowych elementów, siodełka jak i rogi trzeba owinąć dodatkowym materiałem, np skórą renifera.

fot. materiały oficjalne Krzysztofa Suchowierskiego

Na początku wlewaliśmy płyną glicerynę do środka dętek aby je zmiękczyć – ten patent przekazała nam ekipa Pawła Koniuchowa, która przejechała na rowerach przez Jakucję około 2000 tys km w 1991r. Niestety u nas się nie sprawdzał – dętki pękały mimo tego. Mieliśmy więc dużo dętek na zapas, łańcuch, zaciski do kół, opony z kolcami Schwalbe, migacze. Wszystkie przydatne rzeczy, które często będziesz wyjmować z sakwy dawaliśmy na przednie sakwy, żeby bez schodzenia z roweru można było po nie sięgnąć.

Bardzo przydatny jest scyzoryk Victorinoks który zawsze miałem w kieszeni.

fot. materiały oficjalne Krzysztofa Suchowierskiego

Śpiwór firmy Cumulus do -55 C. był włożony do dużego worka aby był rozprężony. Po wyjęciu go podczas zakładania obozu szybciej się „napełniał”. Sprawiało to, że szybciej ciepłe powietrze z naszego ciała gromadziło się wewnątrz śpiwora.

By szybko położyć się do śpiwora należy przedtem przyszykować wszystkie rzeczy, które chcemy założyć później. Kładziemy na śpiwór a potem w kolejności nakładamy. Zaczynamy od nóg – zdejmujemy spodnie, potem buty, wkładamy dodatkowe skarpetki, potem botki puchowe, a potem jeszcze do tego unty. W połowie wyprawy je dostałem, można użyć waciaków, walonki. Jak jest mocno zimno – biegałem do ogniska, aby się ogrzać, a potem zagrzany wbiegałem prosto do śpiwora. Potem zdejmuję kurtkę, polar i koszulkę termo – te dwie ostatnie rzeczy wkładamy do śpiwora, aby z ranna móc założyć na siebie ciepłe i suche. Zostaję w dwóch koszulkach merino. Potem wchodzę do śpiwora i próbuję szybko go zamknąć. Do śpiwora wkładam jeszcze butelkę na mocz, Spota, aparat czasem termos z jedzeniem aby z ranna nie tracić czasu na rozpalenie ogniska. Jak jest poniżej -40C i jesteś na mrozie bez grubej odzieży nawet przez krótką chwilę, czujesz jak zatyka pierś.

Namiot Marabuta Poligon niestety się nie sprawdził. A dokładniej – mrozy pokonały linki w stelażu, które traciły sprężystość, przez co rurki aluminiowe nie nachodziły na siebie. Musiałem je przecinać. Namiot w nocy w środku był cały oszroniony, co jest nie do uniknięcia w tych warunkach i należy się na to nastawić. Przed wyjazdem można zamiast gumek do stelaża wsunąć zwyczajny sznurek – będzie on trzymać rurki razem. Na tego typu ekstrema warto zainwestować w namioty firm HelSport czy Hilleberga, które są namiotami dedykowanymi do tego typu wyjazdów*.

Jazda w Jakucji przy -30 nie jest aż tak straszna. Człowiek ma bardzo duże zdolności adaptacyjne. wiadomo początki zawsze są trudne. Po prostu trzeba się dostosować, nastawić się psychiczne, a z biegiem czasu ekstremum stanie się naszą codziennością.

Oczym jeszcze warto pamiętać przed wyjazdem na ekstremalną zimową wyprawę:
– tłuszcz z niedźwiedzia, który skutecznie chroni twarz przed odmrożeniami
– ostra maczeta bądź siekiera plus ostrzałka
– termos na jedzenie dobrej firmy 2x, plus dwa termosy na herbatę, którą warto mocno słodzić
– przed ruszeniem w trasę trzeba dobrze jeść, mieć zapas jedzenia na kilka dni i zawsze coś słodkiego w kieszeni
– ważna rzeczą są ocieplacze na kolana, które łatwo przemrozić. Podczas napraw przy rowerze, rozbijaniu obozu, przerwy na jedzenie można wykorzystywać np. kawałki skóry reniferów lub baranów górskich, na których można przysiąść lub klęknąć
– zapasowe wkładki do butów, czapki, cienkie rękawiczki
– dobra kuchenkę benzynową
– zapałki sztormowe
– zapasowa łyżka, garnek do gotowania, papier toaletowy
– odpowiednio dobrana apteczka
– zapasowa latarka czołowa i dodatkowe baterie
– dodatkowa gruba karimata
– prosty telefon komórkowy, który długo trzyma baterię np. Samsung Solid

Przed wyruszeniem:
– dobrze zjedz.
– odpowiednio się ubierz
– bądź gotowy na odmrożenia. Niech każdy z uczestników obserwuje siebie nawzajem, czy nie ma białych policzków lub nosa
– przygotuj ciepłe jedzenie, herbatę na drogę, przekąski włóż do kieszeni kurtki
– nie klękaj bezpośrednio na śniegu. Używaj ochraniaczy/ocieplaczy na kolana. Klękaj na karimacie, kawałku skóry renifera, barana górskiego
– gdy jest ci zimno – działaj od razu. Skacz, zejdź z roweru i pchaj go.
– unikaj alkoholu
-staraj się mieć dobre nastawienie.

Krzyszt0f Suchowierski za wyprawę „Rowerem przez mrozy Jakucji” został w 2015 roku wyróżniony Kolosem. W 2016 roku ukazała się książka Krzysztofa opisująca jego syberyjskie dokonanie.

* etap 8 podczas grudniowego przejazdu przez Ałtaj korzystał z namiotów Marabut oraz HellSport. Obra sprawdziły się doskonale i nie generowały problemów 🙂 – dop. Iśka Marchwica

O autorze

Krzysiek Suchy

Z wykształcenia ratownik medyczny. W Rwandzie, Armenii i Gruzji uczył miejscowych nauczycieli w szkołach, jak profesjonalnie udzielać pierwszej pomocy.
W 2013 roku samotnie wyruszył latem w rodzinnego Białegostoku na Syberię. Pokonał na rowerze blisko dziewięć tysięcy kilometrów. Zimą 2014 odbył podróż życia przejechał rowerem wraz z dwoma Rosjanami z południa na północ rosyjską Republikę Sacha Jakucja, uważaną za jedno z najzimniejszych miejsc na naszej planecie. Za ta wyprawę, jak i za samotną wyprawę przez Kołymę „W pogoni za zorzą polarną” został wyróżniony nagrodą „Kolos” w kategorii „Wyczyn roku”. Autor książki „Rowerem przez mrozy Jakucji”. Lider etapu 14.

Dodaj komentarz